PRZYGODA ZE SZTUKĄ
Kliknij !!!  
  REJS PRUSYLIUSEM
  Kodeks marynarski
  Załoga Prusyliusa
  Kajuta kapitańska
  KSIĘGA WPISÓW
  Dziennik pokładowy
  Jak pisać do dziennika pokładowego?
  SZTUKA W OBIEKTYWIE
  ZADANIA DODATKOWE W REALU
  KLASA IV
  KLASA V
  KLASA VI
  ZASADY OCENIANIA NA LEKCJI SZTUKI
  UŚMIECHNIJ SIĘ :)
Dziennik pokładowy



19 marca 2017 r.

Prusylius czeka w doku. Załoga mozolnie zaciąga się na statek. Kapitan stoi zamyślony na mostku i patrzy w dal. Ciekawe o czym myśli ?...

 29 marca 2017 r.

A-hoj kamraci!! Wyruszyliśmy już w rejs Prusyliusem. W mieście,w którym dopłynęliśmy do portu znajdowała się wystawa pewnego artysty, mianowicie Daltona Ghetti. Tworzy on miniaturowe dzieła z ołówków za pomocą brzytwy i noża. Po kilku godzinach, oglądania wystawy, wróciliśmy głodni na pokład, z nadzieją,że Mikołaj- kucharz ugotował nam coś pysznego. Cóż to był za dzień !

Kronikarz pokładowy
Wojciech Jeruzal

10 kwietnia 2017 r.

Arrr ! Dopłynęliśmy do drugiego portu w Hiszpanii . Wybraliśmy się na wycieczkę po mieście, w którym akurat była wystawa obrazów  artysty Diega Rodríguez de Silva y Velázquez . Po obejrzeniu wystawy na mieście dostaliśmy pocztówki z kopiami obrazów tego artysty. Po ciekawym dniu zwiedzania przyszliśmy na statek, gdzie przywitała nas papuga kapitana. Dzień pełen wrażeń !!

Kronikarz pokładowy

Wojciech Jeruzal


 
*****************************************************
 
W tabeli umieszczona jest premia
za każdy tekst dodany do dziennika pokładowego
Zasady przesłania i zamiszczenia tekstu w dzienniku pokładowym
opisane sa w zakładce "Jak pisać do dziennika pokładowego?"

 
 
Lp.
Imię i nazwisko  marynarza          
1    
2
3
4
5
6
7
8
9
1
 Jeruzal Wojciech  @  @            
 
2
                 
 
3
     
 
 
 
 
 
 
 
4
 
   
 
 
 
 
 
 
 
5
 
     
 
 
 
 
 
 
6
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
7
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
8
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
9
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
10
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
11
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
12
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
13
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
14
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
     Dziennik pokładowy czyli.... 
     zwierzenia  zakręconego marynarza.  
 
 
 Rejs'2017
 
 
 



 
ARCHIWUM

 
Rejs 2016
 

 
14 marca 2016r.
 
Kapitan szykuje sie do rejsu... Planuje trasę, która pokona w tym roku Prusylius. Zastanawia sie jakie porty wybrać, które załoga będzie mogła odwiedzić ...
Niebawem kotwica "pójdzie w górę" !!!..
 

 
25 marca 2016r.

 

Już trwa wielka wrzawa na pokładzie Prusyliusa . Marynarze razem z kapitanem sprawdzają przyrządy i mapy,Szef kuchni z kucharzami ostrzą noże i przygotowują się do pierwszych dań na pokładzie.Kapitan z jego kochaną córeczką zbierają załogę,ponieważ wkrótce wypływamy .Ja już wyciągam miksery,mąki i miski.Zapach moich wypieków już unosi się po całym statku i na 500 metrów od statku. Fotograf pokładowy już fotografuje przygotowania do rejsu,a kronikarz ,który jest z nami już przez długi czas opowiada o swoich wcześniejszych rejsach.Oficerowie przechadzają się po pokładzie.Papuga Kapitana ciągle skrzeczy mi nad uchem :Ten stolik postaw tu!!! Ten obrus ty nie pasuje,daj inny !!!! Te ozdoby powieś tu,a nie tam!!! Czemu ona zawraca głowę tylko mi???! Całe szczęście córka Kapitana ją zabiera i mogę normalnie pracować.Przydał by się treser dla tej papugi,aby się tak nie darła i nie przedrzeźniała załogi. Na dzisiaj to już koniec ,ale jeszcze się pokaże.Teraz biegnę przygotowywać Mazurki,Babki i inne ciasta bo to już przecież Wielkanoc.

 

   Cukiernik pokładowy

 

   Kaja Szołdrowska

 

 

 

  28 marca 2016r.

 

Ahoj załogo!

 

Jak miło pokazać się tu po raz 4! Nie tak łatwo się mnie pozbyć, jeszcze na emeryturę za wcześnie! Wypieki kucharza, palce lizać! Dobrze, że nie znalazłam wagi na pokładzie . Beztrosko chodzę po pokładzie i przyglądam się nowym i jakże obiecująco wyglądającym członkom załogi!  Czas mija szybko, a moje obawy związane z brakiem czasu rosną. Oby do lipca! Teraz, jednak cieszmy się chwilą i pławmy się w promieniach marcowego słońca zajadając się wypiekami Cukiernika J !

   Kronikarz pokładowy


31 marca 2016r.

 

Już dzisiaj kapitan wyznaczy nam pierwsze zadanie na pokładzie Prusyliusa. Cukiernik szykuje przepyszne słodkości, kucharze ostrzą noże i szykują nam ogromną ucztę a papuga powtarza cały czas nam to samo " to nie tak, przestań, inaczej ". Natomiast fotograf robi zdjęcia naszego Prusyliusa i portu , z którego wypływamy na morze. Już nie możemy się doczekać wypływu z portu.

Reporter pokładowy

Wojciech Jeruzal

3 kwietnia 2016r.

 

Mówiłam że się pokażę więc jestem... Wszyscy obżarci po tych świętach na pokładzie.Pyszne żurki,mazurki i baby ..... to wróci za rok ,ale zajmijmy się tym co teraz.Już przybiliśmy do pierwszego portu i pierwsi już wykonują zadania jako że razem z fotografem pokładowym zadania wykonałyśmy poszłyśmy zwiedzać miasto ,a inni najwyrażniej zrobią to w swoim czasie . Fotograf wykonał piękne zdjęcia i nie uwierzycie co się stało..... znalazłyśmy malowidło na chodniku , ależ było piękne .Po powrocie na pokład naszego statku wylegiwałyśmy się na leżakach ponieważ słońce prażyło.Wszyscy się nas pytali dlaczego leżymy ? .... ,,Zadania wykonane i leżenie przyznane" odpowiedziałyśmy i dalej leżałyśmy na leżakach...... dopłóki nie zaczęło padać... A wcześniej ten dzień był taki piękny...

 

   Cukiernik pokładowy

 

   Kaja Szołdrowska


 

 

 10 kwietnia 2016r.

 

Dopłynęliśmy już do drugiego portu w Gdańsku. Podróż minęła szybko i przyjemnie, dzięki naszemu kochanemu kapitanowi. Wyszliśmy na miasto i kupiliśmy sobie pamiątki, cukiernik pokładowy wpadł na pomysł, żeby pójść na plażę i poopalać się. Kiedy weszliśmy na plaże zobaczyliśmy coś niezwykłego - piękne rzeźby z piasku, które dokładnie obejrzeliśmy. Po wyczerpującym dniu wszyscy wróciliśmy na pokład. To był niezwykły dzień

 

Reporter pokładowy

 

Wojciech Jeruzal


 Rejs 2015

 
 21 maraca 2015 r.
Pierwszy dzien wiosny... Piękna pogoda!.. Kapitan wita pierwszych marynarzy, którzy zaciągnęli się na Prusyliusa.

22 marca 2015 r.

 

Ach jak to miło znów uciec  od szkolnych zmagań… Niestety ta ucieczka za rok już nie będzie 
możliwa. Co ja wtedy zrobię??? Ale to dopiero za rok. Jak co roku wszyscy członkowie przychodzą 
się zapisywać do portu. Przyszłam i ja, szukam wzrokiem naszej starej łajby, z którą przeszliśmy tyle 
przygód, a jej nie ma!  Na jej miejscu stoi ten sam statek, tylko wygląda inaczej. Jest cały 
odmalowany, wszystkie braki( po tych przygodach brakowało wielu części na statku) są uzupełnione, 
nowe żagle i maszty, i ten sam kapitan stojący dumnie na pokładzie. Podbiegłam szybko do kładki i 
weszłam na pokład. Przywitałam się z kapitanem i zaciągnęłam się na statek, jak co roku będę pełniła 
funkcję kronikarza. Uwielbiam zapach nowych kronik i atramentu. Jako jedna z pierwszych zajęłam 
osobną kajutę, póki jeszcze była wolna. Rozpakowałam swoje przybory do pisania, książki, kroniki i 
ubrania i rozpoczęłam  pierwszy wpis a kronice. Jak na razie posiadamy już cukiernika, fotografa i 
rysownika, ale nadal brakuje kucharza, który musi zjawić się już niebawem, bo jeśli nie to będziemy 
głodować L, albo jeść same słodycze i łakocie przygotowane przez cukiernika pokładowego.

 

 Kronikarz pokładowy Martyna Milewska



25 marca 2015 r.
Dziś do kapitana przyszedł niezwykłt gość - Mery Read. Okazało się że jest piratem i chce z nami plynąć... Hm.... na Prusyliusie nie było dotąd żadnych piratów.
- Do stu tysięcy zdechłych śledzi !!!  - Krzyknął kapitan !!! - Dam Ci szansę, jako jedynej kobiecie - piratowi...
I tak Mery Read popłynęla z nami...


8 kwietnia 2015 r.
A – hoj Załogo!!!
Kapitan Prusyliusa skompletował załogę, więc możemy wyruszać już w rejs w nieznane. Ja jako jedyny pirat (kobieta) Mery Read muszę sprostać wymaganiom  Kapitana i powstrzymać na wodzy moją bujną wyobraźnie. Pewnie wiecie z czego słynęłam ? Tak, tak kiedyś aby  wejść na statek musiałam się przebierać za chłopaków. Ale cóż ciekawość świata była dla mnie ważniejsza więc  przebieranki nie robiły dla mnie żadnego problemu.
Ale wracamy do rejsu, pewnie spotkamy na swojej drodze całkiem nowe postacie, których nigdy byśmy nie spotkali w normalnym życiu!!  Widzieliście w Porcie 1 jakie były dzieciaczki smutne niby takie postacie geometryczne tak jak by stworzone przez  malarza Tadeusza Makowskiego.? A Kronikarz podpowiada mi, że to były one, tak te same dzieci . Pewnie chciały wyrwać się z tego wiejskiego życia i dołączyć do nas !!!!   
Oj, coś się dzieje na pokładzie Opiekunka zwierząt gania za papugą  a różowy kotek pokładowy próbuje chyba dorwać nieszczęsne ptaszysko. Czas wkroczyć do akcji!!!   Oj będzie się działo…..

Wasz Pirat!!!
Dominika Mendak

 

10 kwietnia 2015 r.

Rejs rozpoczęty, na szczęście jako jedna z pierwszych nie spóźniłam się na pokład, ale drzemiąc przegapiłam największą notę za pierwsze zadanie. Mówi się trudno i płynie się dalej Ten rejs musi być najlepszy, bo mój ostatni, a pamiętam, że niedawno płynęłam w swój pierwszy rejs . Niezapomniane chwile.  Na razie na pokładzie nie dzieje się nic ciekawego, no może jedna mała wpadka rysownika i podróżnika, ale to szczegół w porównaniu z innymi przygodami, nie mniej jednak mam zamiar o niej napisać. Wszystko zaczęło się drugiego dnia podróży, kiedy przybyliśmy do pierwszego portu rysownik pokładowy i podróżnik poszli zwiedzać i rysować zabytki oraz ciekawe miejsca. Nadszedł wieczór, czyli umówiona godzina na powrót na statek,  ponieważ Kapitan ustanowił, iż godzina po zachodzie słońca oznacza czas, kiedy wyruszymy w dalszą część podróży. Już podnieśliśmy kotwicę, gdy fotograf zauważył brak rysownika i podróżnika.  Przybiliśmy do portu jeszcze raz i poszliśmy ich szukać. Znalazła ich papużka, spali na kamiennym murku pod dużym, wiśniowym drzewem, który rysownik musiał rysować zanim usnął, bo na papierze widać było piękne kontury owego drzewa. Obudziliśmy ich i zaciągnęliśmy na statek, gdzie rozbawiony ale i odrobinę zły Kapitan wymierzył im karę. Mieli wyszorować pokład do imprezy nocnej.

Kronikarz pokładowy

Martyna Milewska

15 kwietnia 2015 r.
Dziś zawitaliśmy do portu II. Nasz rejs trwa w najlepsze.  Wiele osób już nudzi jednostajn fal, a Kapitan uśmiecha się pod nosem, czekając na sztorm, który przemówi gagatkom do rozumu J.  Tymczasem właśnie chciałam opisać ten sztorm, który chyba w sposób magiczny naprawdę wywołał Kapitan.  Było to tak, że podczas leniwego i słonecznego dnia, kiedy każdy wypełniał swoje obowiązki, a Kapitan przeglądał statkową biblioteczkę, znalazł coś bardzo ciekawego, ale nawet ja nie wiem co to takiego było ( postaram się poprosić papugę aby przyjrzała się temu, gdy będzie u Kapitana). Musiało być to bardzo ważne bo Kapitan tak się ucieszył, że zaczął dziwnie skakać i tańczyć jak oparzony, czy coś w tym guście. Po kilku minutach ze słonecznego dnia pozostały już tylko wspomnienia, bo zaczęło wiać, padać, grzmieć i błyskać.

 

-TO SZTORM! OGROMNY SZTORM! – krzyczeli wszyscy. Kapitan dzielnie zebrał  nas do kupy ja i wszyscy młodzi stażem, wraz z rysownikiem i fotografem ukryliśmy się w mojej, jednoosobowej i bardzo przestronnej  kajucie, popijając herbatę i maczając w niej biszkopty przetrwaliśmy sztorm.  Fotograf zza okna fotografował błyskawice na niebie, które następnie rysował rysownik, a papuga opowiadała wszystkim osobom zgromadzonym w kajucie morskie historie. Kiedy załoga opanowała sytuację, również zawitała do mojej kajuty wraz z Kapitanem, więc podaliśmy im herbaty i biszkopty, a papuga nadal opowiadała historie. Gdy rysownik, fotograf i ja zakończyliśmy swoją pracę, również przysiedliśmy się do słuchaczy. Tego wieczoru, po raz pierwszy w tego rocznym  rejsie, poczułam się jakbym była wśród rodziny, a nie znajomych i przyjaciół. Taka atmosfera mogłaby panować co wieczór, ale już bez sztormu .  Kapitan ustanowił, że jeden wieczór w tygodniu będzie poświęcony picu herbaty i pałaszowaniu smakołyków przy morskich opowieściach.  Ta świetna myśl ucieszyła wszystkich, nie tylko starych członków załogi ale również i tych, którzy dołączyli do nas dopiero w tym roku.

Kronikarz,Martyna Milewska

26 kwietnia 2015r.

Dzisiaj za to musiało wydarzyć się coś niezwykłego. Wisiało to w powietrzu już od kilku dni, kiedy nic niezwykłego się nie działo.  Wpływaliśmy sobie spokojnie do naszego  już III portu, a tu nagle świst, gwizd, a nad naszymi głowami przeleciało coś ciemnego. To był dziwny rodzaj samochodu wyglądający jakby urwał się z oddalonej od nas o 150 lat przyszłości!

- Tak! To przyszłość!- krzyknął ktoś z naszej załogi.

- Ale jak to możliwe?- wtórowały mu zdziwione szepty.

- Drodzy kompani! – krzyknął kapitan- studiowałem już rok temu te tajemnicze mapy, które miały zaprowadzić nas do przyszłości! Kiedy wy spaliście wczoraj przepłynąłem naszą łajbą przez magiczny portal starożytnych Egipcjan! Nie bójcie się, a poznajcie przyszłość! – i wszyscy po tych słowach rzucili się do sklepów, na jarmark, do kin i innych tutejszych atrakcji. Ja natomiast poczekałam aż ustanie to całe zamieszanie i wraz z fotografem, rysownikiem i podróżnikiem ruszyliśmy zwiedzać. Zaszliśmy do studia fotograficznego, gdzie nowoczesnym aparatem zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia, potem uwiecznił nas na tle dyktowego zamku pewien robot-malarz, poszliśmy do muzeum przeszłości i zobaczyliśmy, że eksponatami są przedmioty codziennego użytku w naszym wymiarze, a tutaj nikt  zapewne nie umiałby ich uruchomić. Na samym końcu odwiedziliśmy tutejszy sklep papierniczy, gdzie wszystko i tak było pod elektroniczną postacią! Byliśmy trochę zszokowani i zniesmaczeni tym co tu zobaczyliśmy. Wróciliśmy więc na statek i czym prędzej odpłynęliśmy, jeśli mamy kiedyś żyć w ten sposób to na pewno nie teraz! Tak jak jest , jest bardzo dobrze! Stwierdziła zgodnie cała załoga, a kapitan uśmiechnął się do nas słysząc te słowa.

Kronikarz pokładowy

 

 

7 maja 2015 r.

 

 W tym tygodniu uratowaliśmy przed utonięciem trzy Indianki, które dryfowały na kilku deskach. Biedaczki, gdy wciągnęliśmy je na pokład opadły na podłogę z powodu wyziębienia. Kucharz ugotował sporą porcję rosołu, a ja pomogłam mu i zaparzyłam herbatę dla naszych gości. Po posiłku Indianki wyraźnie się ożywiły i opowiedziały nam historię rozbicia się ich statku. Z ich opowieści wynikało, że ludzie polujący na zielone delfiny, które żyją wyłącznie w strefie marzeń, gdzie obecnie się znajdujemy celowo zatopili statek Indian, którzy zaciekle broili zwierząt i powstrzymywali piratów przed zabiciem płetewków. Źli ludzie nie zgadzali się jednak z ich poglądami i zatopili statek, podczas całego zamieszania delfiny na szczęście odpłynęły. Po katastrofie ludzie szybko ewakuowali się ze statku i na deskach odpływali w różne strony świata. Naszych gości prąd morski wypchnął nam na drogę, z czego Indianki bardzo się cieszyły, bo jak mówiły: nie spotkały jeszcze tak miłych ludzi na wodach tego morza.   

 

 Kronikarz Pokładowy,
Martyna Milewska

 

 

 

 

 

 

 

26 maja 2015 r.

 

Indianki cały czas są z nami. Zdecydowały, że dopłyną z nami do końca rejsu, ponieważ chcą zobaczyć kraj tak życzliwych ludzi jak my. Pasażerowie rejsu również skorzystali na przybyciu nowych osób na statku, ponieważ kobiety nauczyły nas wyplatać koszyczki, dziergać piękne, kolorowe dywaniki i robić misterne bransoletki ze szklanych paciorków. Indianki w końcu się nam przedstawiły: najstarsza z nich miała na imię Aminetla, jej córka Madża, a wnuczka Aminetly po prostu Ama. Kapitan często rozmawiał z dwiema najstarszymi Indiankami, a młodsi członkowie rejsu świetnie dogadali się z Amą. Miałam wrażenie, że odkąd uroatowalismy Madżę, Aminetlę i Amę Kapitan stał się ostrożniejszy. Wprowadziło to na statku dość dziwną atmosferę, pełną napięcia. Dlaczego Kapitan tak dziwnie się zachowuje? Nie mam bladego czy jak kto woli zielonego pojęcia.

 

 

 

 Kronikarz pokładowy,
Martyna Milewska

 

6 czerwca2015 r.

 

W końcu, po tylu dniach odkryłam przyczynę dziwnego zachowywania się Kapitana. Jako, że jak wszystkim wiadomo znajdujemy się w strefie marzeń i pływają tu zielone delfiny, a które polują źli ludzie Kapitan bał się, że napotkamy osoby, które zatopiły statek Indianek. Nie mylił się. Kilka dni po tym jak uratowaliśmy Indianki zobaczyliśmy płynący za nami okręt. Próbował nas dogonić, ale nie udało mu się to. Uciekliśmy i gdy myśleliśmy, że wszystko jest dobrze usłyszeliśmy piski schwytanych delfinów. Kapitan i paru członków załogi bez zastanowienia wyskoczyło za burtę i popłynęło im na ratunek. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a nasze zielone delfiny były bezpieczne. Oby do następnej przygody.

 

 Kronikarz pokładowy
Martyna Milewska

10 czerwca 2015

 

I to już koniec naszego rejsu… Niedawno jeszcze się on zaczynał a teraz co? Koniec. Podsumowując to już ostatni rejs, w którym mogłam uczestniczyć. Co czuję? Pustkę , bo za rok nie popłynę, a jak popłynę to do gimnazjum L Ale wpis nie może dotyczyć tylko mojego użalania się, trzeba wszystko podsumować. Kiedy przypłynęliśmy rodzina już na nas czekała, Indianki podziękowały za gościnę, pożegnały się i odeszły w swoją stronę. My- pasażerowie- uściskaliśmy się mocno nawzajem i podziękowaliśmy Kapitanowi. Młodsi stażem głośno i życzliwie pożegnali tych, którzy już ostatni rok płynęli  Prusyliusem, to było bardzo miłe z ich strony. Kapitan spuścił kładkę i gdy wszyscy już zeszli na brzeg „zaparkował” naszą łajbę w boksie, gdzie będzie czekał rok na następnych pasażerów. Co pozostało po tych trzech latach? Wspomnienia. Chyba czas udać się na emeryturę. Żegnajcie.

 

 

 

Emerytowany kronikarz pokładowy,

 

Martyna Milewska


 
ROK 2012/2013

 
 13.02 13 r.
A-hoj! Jak odczucia przed kolejnym rejsem?
Sądzę, że ten rejs będzie najlepszy ze wszystkich!
Ciekawe jakie będą zadania?...
No cóż, na razie można jedynie czekać na rozpoczęcie przygody
z Prusyliusem. Liczę na to że w tym roku będzie mało przerażających przygód.
Chociaż... Im więcej ADRENALINY tym lepiej!!!
Liczę też na to, aby w tym roku nikt nie wyleciał za burtę.
Mam nadzieję, że wszystkim tu się spodoba.
A tych najmłodszych, aby nie bali się zadań bo nie są wcale trudne
i nikt ich nie zbije jak jakieś zostanie źle wykonane.
Życzę wszystkim miłego rejsu!!!
 
 
                                                  Marynarz-Komentator
 
                                                     Jakub Kwapisz
 

                                                                                                    
 
15.02.2013r.
 
A-hoj kapitanie i  załogo !!!!!!!!
 
Będzie to mój pierwszy rejs i czekam na jego rozpoczęcie
z niecierpliwością!! Nie mogę się doczekać, gdy stojąc na dziobie statku
będę machała rodzinie na pożegnanie:)
Czuję motylki w brzuchu!!!!
 
Zapewne wszyscy czekają aż, kapitan ogłosi rozpoczęcie nowej przygody.
Mam nadzieję, że ośmiornice nie pożrą nas żywcem
Pierwszy port- pierwsza przygoda,
a z każdym kolejnym większa dawka adrenaliny i innych przygód.
Mam nadzieje,że ten rejs będzie wspaniały i pełen przygód oraz niezapominiany
dla mnie- bo pierwszy.
 
                                                                 

                                                                                 II oficer
                                                                    Martyna Milewska
 
 
 
17.02.2013r.
W poniedziałek wypływamy!!! Kapitan rozdzielił już kajuty, kucharze cały czas jeszcze zbierają zapasy,
lekarze kupują leki
i bandaże ( na wszelki wypadek, przed rekinami), oficerowie przechodzą szkolenia,
rysownicy kupują przyrządy malarskie, piosenkarka ćwiczy swój piękny sopran,
fotograf kupuje klisze, sternicy, informatycy, majtkowie, komentatorzy, fryzjerzy, oficerowie
z bocianiego gniazda, kosmetyczki i zwierzątka też nie próżnują.
Wszystko musi być zapięte na ostatni guzik jeśli mamy wypłynąć.
Więc uwijamy się jak mróweczki:) Nie mogę się doczekać tej chwili gdy kucharz przyrządzi rekina;)
Jednym słowem ujmując odliczmy dni do wypłynięcia z portu.
 
                                                                                                   II oficer
                                                                                         Martyna Milewska
 
 
25.02.2013r.
 
Dziś dobiliśmy do brzegu Holandii czyli płyniemy po Bałtyku i Morzu Północnym!!
Fotografki zrobiły całą masę zdjęć. Narazie na horyzoncie nie widać ani ośmiornic
ani rekinów ( z tego powodu ubolewają kucharze) czasem tylko foki.
Noce spędzamy na słuchaniu pięknych arii operowych w wykonaniu naszych piosenkarek.
Czas płynie tak szybko, że gdy dziś zobaczyłam brzeg Holandii ze zdziwieniem przetarłam oczy.
Rano była ogromna wichura a po niej nastąpiła burza i rzecz jasna sztorm.
Woda nam się przelewała z prawej burty na lewą, a gdy wszystko ucichło mieliśmy pełno małży na statku
bo gdy woda wlewała się na statek one razem z nią, lecz nie uciekły z powrotem do wody
więc na obiad będą ,, Małże w sosie Holenderskim".
Och niestety niedługo odpływamy ale nie ma się co martwić, bo znów dopłyniemy do kolejnego brzegu.
Stawiam na Karaiby, chcę spotkać piratów.
 
                                                                                                  II oficer
 
                                                                                            Martyna Milewska
 
 
06.03.2013r.
 
Dopłynęliśmy do drugiego portu. Czas mija bardzo szybko, nim się obejrzałam jesteśmy już tu.
Dziś oglądaliśmy malowidła chodnikowe. Było to wielkie złudzenie optyczne i teraz,
na co nie spojrzę widzę to w trójwymiarze. Kucharze i reszta załogi,
Ci, którzy nie mieli dodatkowych zajęć i ważnych spraw) łowili ryby na obiad
więc odpłynęli szalupami kawałek od portu. Gdy wróciliśmy zobaczyliśmy,
że maja w jednej sieci dwa rekiny, w drugiej cztery ośmiornice a trzecia przepełniona w szwach
była kałamarnicami. Marzy mi się podróż na Haiti i zobaczenie inspiracji obrazów Gauguina.
 
 
                                                                                      II oficer
 
                                                                        Martyna Milewska
 

 
07.03.2013r.
 
Dzisiejszy dzień można zaliczyć do wyjątkowo spokojnych i beztroskich.
Fale delikatnie uderzają w statek, słońce daje przyjemne ciepło,
które rozwiewa chłodny zefirek.
Załoga odpoczywa przed przybiciem do kolejnego, już trzeciego portu.
Opierając się o dziób statku obserwuję zjawiskowo zachodzące słońce.
W oddali widać zarys niewielkiej wyspy. Ciekawe czy to do niej płyniemy...
Co za piękny widok! Dla takich chwil aż chce się żyć, prawda?
Skuszona pięknym pejzażem, sięgam po aparat. Pstryk! Pstryk!
I gotowe-horyzont uwieczniony. Wyginam usta w delikatnym uśmiechu.
Słyszę czyjeś kroki tuż za mną, więc powoli się odwracam.
 
-Tak?-pytam.
 
Tajemniczym gościem, okazuje się moja najlepsza przyjaciółka.
 
-Wiedziałam że cię tu znajdę-uśmiecha się pogodnie.
 
Zaczynam cicho chichotać. Koleżanka staje obok mnie.
 
-Yhm... Cóż, często tu bywam-przyznaje.
 
-Jutro dzień kobiet. Ciekawe co chłopcy przygotują, o ile nie zapomną!
 
-Ciekawe...

                                                              marynarz
                                                         Kamila Moskot


16.03.2013r.
 
Niestety chłopcy nie pokwapili się z przygotowaniem prezentów na dzień kobiet
lecz za to złowili olbrzymiego rekina wielorybiego i teraz służy nam za napęd główny statku:).
Ale to nic w porównaniu z tym co przydarzyło nam się dziś w południe, bo właśnie... 
gdy wszyscy zjedli porcję sardynek w sosie na obiad
( były przepyszne lecz zabrakło im odrobinki soli) zobaczyliśmy czarny statek,
oczywiście również z czarną banderą. Marynarz krzyknął do nas z bocianiego gniazda,
że statek nosi nazwę ,, Czarny”. Gdy był już blisko zobaczyliśmy, że płyną nim piraci a
swoimi podwładnymi marynarzami przewodzi
 
Kapitan Hak. Z początku wszyscy zbaranieli, w drugiej chwilce „odbaranieli”
a w trzeciej wystraszyli się. Gdy statki dzielił zaledwie kilometr wszyscy zobaczyli,
że statek jak i piraci wyglądają jak wyświetlony hologram.
Kapitan zszedł do kajuty i spojrzał na mapę. Po chwili powrócił do nas i powiedział,
że znajdujemy się w strefie sennych marzeń i wszystko co nam się przyśni
lub zamarzy zacznie istnieć w postaci hologramu.
No więc wszyscy rozejrzeliśmy się aby zobaczyć kto śpi, zaczęliśmy pytać
co nam się marzy i w ten sposób nad nami pojawiły się miliony hologramów np. komputerów,
sukni, aparatów cyfrowych, map, rekinów i ośmiornic ( o tym marzyli kucharze
bo chcieli strasznie ugotować rekina lub ośmiornicę).
Po tym zamieszaniu okazało się, że sternik zasnął nad sterem kierując statkiem:)
 
                                                          II oficer
 
                                             Martyna Milewska
 
26.03.2013r.
 
Jak ten czas szybko leci, już dotarliśmy do IV portu!
Dziś, gdy wyszliśmy na ląd a niektórzy wskoczyli do morza aby popływać a inni opalali się,
podbiegła jakaś dziewczynka i na jednym wydechu powiedziała:
 
-      Proszę państwa niech je ktoś uratuje, one są jeszcze małe i takie młode,
za chwilę oni je wybiją.
 
-      Ale kogo? Co?
 
-      No małe żółwiki. Wczoraj wieczorem wyszły z jaj a teraz idą powoli w kierunku nowej szosy!!
Za chwilę tam będą i przejadą je samochody. Jest ich tylko garstka, są takie małe!!
Proszę, bardzo bardzo proszę!!
 
Bez zastanowienia pobiegliśmy w kierunku wskazanym nam przez tą małą dziewczynkę.
Byliśmy już po 15 minutach i faktycznie żółwiki były już zaledwie o metr od szosy.
Wszyscy rzuciliśmy się na ratunek żółwiom. Zaczęliśmy je łapać.
Gdy wszystkie stworzonka były już na naszych rękach nasunęło się pytanie co z nimi teraz zrobić ?
Nagle zobaczyliśmy nadlatującą papugę a za nią biegł kapitan, piosenkarki , informatyk, fryzjerka,
kucharz i fotografki z olbrzymią balią wody. Włożyliśmy żółwiki do bali i zanieśliśmy nad morze.
Wodę z bali z żółwiami wypuściliśmy do morza. Chwyciliśmy pustą balię i już szliśmy do statku
lecz oto właśnie ta dziewczynka, która nas tak błagała, byśmy uratowali stworzonka biegła szybko do nas.
Gdy była całkiem blisko krzyknęła :
 
-      Dziękuję, Wam!! Dziękuję bardzo! Uratowaliście je!
Jesteście moimi bohaterami i tych żółwi na pewno też!
 
-      Nie ma za co. Cieszymy się, że mogliśmy Ci pomóc. Od tego właśnie jesteśmy.
By pomagać wszystkim ludziom którzy nas o to poproszą!!!!!
 
Tak zakończył się ten dzień i dumni sami z siebie, że ktoś nazwał nas bohaterami wróciliśmy na statek.
 
                                                                     II oficer
 
                                                              Martyna Milewska


 
19.04.2013r.
 
Port VI
 
Jakże daleko dziś dopłynęliśmy, zdaje mi się, że przysnęłam razem z niedźwiedziami w gawrze
i teraz się obudziłam a tu nagle wyskakuje niespodziewanie napis TO JUŻ JEST VI PORT!!!!!
 
Dziś wszyscy odczuli brak sternika i piosenkarek.
Ponieważ wieczorami nie ma kogo słuchać i robi się ponuro, gburowato i nudno.
A kapitan ( nie obrażając kapitana) nie radzi sobie zbyt ze sterowaniem
bo dziś wpłynęliśmy na mieliznę i 4 godziny czekaliśmy,
aż przyjdzie przypływ (w tym czasie z nudów każdy członek załogi umył porządnie cały pokład przynajmniej 5 razy).
Papuga nie zabawia nas swymi śmiesznymi tekstami i mamy cały czas mniej zdjęć
bo fotograf też odszedł. Niektórzy ode mnie z kajuty snują podejrzenia, że piosenkarek nie ma
bo jak wchodziły na wysokie C to w uszach dudniło.
Dodatkowo nasz napęd główny statku (rekin i to wielorybi) padł dziś rano i kucharze narobili mnóstwo sushi
(dziwne, ale z rekina sushi jest wyborne, szkoda,
że nam mało się trafiło bo na obiad tylko 40 takich kawałków dostaliśmy), że poszli na bazar,
aby je sprzedać o dziwo po 3 godzinach przyszli z powrotem taszcząc 5 worów złotych monet.
Wszyscy się ucieszyliśmy ale w duchu bo najpierw trzeba było zapytać:
 
·         A nie spotkaliście osoby potrzebującej? Jej bardziej przydałyby się pieniądze.
 
·         Faktycznie, zapomnieliśmy był taki staruszek z drewnianą miską i prosił o datek
a my jak baranina w sosie koperkowym przeszliśmy koło niego.
Co za plama na honorze! Ale już tam biegniemy z worem kto nam pomoże?
 
·         Wszyscy!!!!
 
·         Krzyknęliśmy chórem. I szybko pobiegliśmy do mężczyzny, który wycieńczony,
wychudzony i osłabiony klęczał pod murem.
 
·         Dzień dobry panu. Proszę widzimy, że pan potrzebuje pieniędzy
a dziś moi koledzy zarobili dużo i chcemy się z panem podzielić.
 
·         Staruszek popatrzył na nas jakbyśmy byli aniołami.
Uśmiechnął się szeroko i powiedział:
 
·         Z nieba mi spadliście jesteście cudowni.
Pomagacie innym to tyle dobra od siebie dla innych. Dziękuję stokrotnie.
Ale skąd tacy dobrzy ludzie przybywają?
 
·         Jesteśmy załogą najbardziej pomocnego i artystycznego statku w historii.
I dumnie o tym możemy opowiadać.
 
·         Och dobrzy ludzie czy i ja mógłbym z wami popłynąć?
Na pewno do czegoś się przydam.
 
·         Oczywiście każdy chętny do pomocy jest mile widziany na naszym statku...
 
I tak zakończył się ten dzień. A to, że mamy nowego sternika zawdzięczamy sushi.
Więc bijmy brawa dziś dla Sushi !!!!!!

                                                                        II oficer
 
                                                              Martyna Milewska

 
   
 
20.05.2013r.

Nasz rejs niestety dobiegł końca, więc trzeba wracać do rodziny
a co poniektórzy poprawić jedynki w szkole. Zostali najwytrwalsi i to sobie cenimy.
Dziś statek dobił do ostatniego portu. Przywitaliśmy się wylewnie z naszą rodziną i przyjaciółmi.
Nasz kapitan obiecał, że mój pamiętnik ześwirowanego marynarza przejdzie do muzeum Prusyliusa,
mieszczącego się w Szkole Podstawowej nr.3 im. Bolesława Prusa w Jelczu-Laskowicach. 
Kapitan podziękował nam wszystkim i dał każdemu po 100 złotych dukatów wynagrodzenia.
Szkoda, że rejs się zakończył. Mam wielką nadzieję, że za rok również wypłynę na fale, jako członek załogi tego statku.
Nauczyłam się wielu rzeczy ale chyba tą najważniejszą jest bezinteresowne pomaganie innym
J
Rejs był wspaniały a oceny w dzienniku zaskakujące.
Dziękuję  załodze za umilanie czasu i kapitanowi dzięki któremu nauczyłam się tak wiele.
 
                                                                II oficer
 
                                                              Martyna Milewska

 
 



 
 
 

Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (10 wejścia) tutaj!
O stronie  
 
PRZYGODA ZE SZTUKĄ

Strona stworzona i prowadzona przez Iwonę Bernat z myślą o uczniach PSP nr 3
w Jelczu - Laskowicach.

Kapitan statku "Prusylius" zaprasza w wirtualną podróż
po oceanie sztuki.

 
Przycisk Facebook "Lubię to"  
   
Reklama  
   
Zaprzyjaźnione strony  
 
Wrocławskie Centrum
Wolontariatu



Szkolny Klub
Wolontariusza "Jesteśmy"



Szkolna strona



Szkoła bez przemocy


 
Jesteś rodzicem? Poczytaj!  
 
O wychowaniu
************************
Dziecko w sieci
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=